![]() | ||
|
Relacje świadkÛwGdy trafiłam do Birkenau, nie wyobrażałam sobie grozy tego miejsca. Jedynie coś przeczuwałam, coś ledwie zauważałam. Dziś każdy wie, że ludzi gazowano. Dla nas jednak było to coś niewyobrażalnego. Szłyśmy dalej z uczuciem, że to po prostu nie może być prawdą. W powietrzu czuć było swąd, ale człowiek nie chciał zrozumieć, co to za woń. Kiedy już wytatuowali nam numery na ramionach, musiałyśmy pomaszerować do obozu. Kilka kobiet dostrzegło swych bliskich i oszołomione uniosły ręce, jakby chciały powiedzieć: To straszne! Ciebie też złapali...î W czasie kwarantanny słyszałyśmy od innych kobiet wskazÛwki dwojakiego rodzaju. Jedne chciały nas uspokoić i mÛwiły: ÑTo wszystko nie jest takie straszne.î Inne twierdziły: ÑŻywe stąd już nie wyjdziecie. Stąd wychodzi się tylko przez kominî, lecz człowiek nie był po prostu w stanie zmusić się, by w to uwierzyć. Annetje Fels-Kupferschmid, (1914 ñ 2001), przeżyła obÛz Auschwitz-Birkenau, wspÛłzałożycielka Holenderskiego Komitetu Oświęcimskiego / Auschwitz.
Wiedziałam już wcześniej, co zobaczę w muzealnych gablotach Oświęcimia: stosy okularÛw, szczotek do włosÛw, protez i walizek. Lecz kiedy rzeczywiście je zobaczyłam, przeżyłam szok. Każda z tych używanych szczotek do włosÛw to jedno ludzkie życie. Człowiek, ktÛrego ot tak, zwyczajnie, zamordowano. Często zanim w ogÛle miał szansę naprawdę zakosztować życia. Katherine Hermans, odwiedziła Auschwitz jako siedemnastolatka w roku 1995 wraz z grupą młodzieży i byłych więźniÛw z Holandii.
Przede mną stał mÛj brat, ktÛry otrzymał numer 116 i rotmistrz Stachowicz z numerem 117. Ja dostałem 118. Listę naszego transportu otwierał Stanisław Ryniak z numerem 31, a kończył Ignacy Płachta, numer 758. Po zakończeniu tych formalności kapo popędzili nas ... na plac apelowy, gdzie musieliśmy się ustawić piątkami... Hauptsturmführer Fritzsch oznajmił: To jest obÛz koncentracyjny Auschwitz... Wszelkie oznaki buntu lub nieposłuszeństwa będę zwalczał z całą bezwzględnością. OpÛr wobec przełożonych lub prÛby ucieczki są karane śmiercią. Młodzi i zdrowi mogą tu żyć nie dłużej niż trzy miesiące, księża miesiąc a Żydzi dwa tygodnie. ObÛz można opuścić tylko przez komin krematorium.î Takimi przepowiedniami 14 czerwca 1940 roku rozpoczął się nasz pierwszy dzień w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Kazimierz Albin, ur. 1922 w Krakowie. W roku 1943 udało mu się uciec z obozu Auschwitz. Ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Krakowie, członek Armii Krajowej. Obecnie jest Wiceprezydentem MKO i Honorowym Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.
Ta podrÛż do centrum najstraszliwszych cierpień i ludzkiego szaleństwa, podjęta w momencie, gdy właśnie pozostawiło się za sobą wiek dziecięcy, umożliwiła mi dokonanie olbrzymiego kroku w stronę dojrzalszej osobowości oraz bardziej krytycznego postrzegania codziennych problemÛw. W dzisiejszej powodzi informacji nasze społeczeństwo zalewane jest dzień w dzień obrazami przemocy, co może prowadzić do pewnego przyzwyczajenia i w rezultacie do obojętności. A przecież obrazy te powinny jednak nami wstrząsnąć i zmusić nas do działania. Christophe
Marcheteau, lat 19, odwiedził Auschwitz w 1995 r. wraz z grupą
uczniÛw z Rouen, Francja |
|
|
| |